Według portalu Ukraińska Prawda, którym posiłkuje się WP, a który powołuje się z kolei na dziennikarza Andrieja Sołdatowa, specjalizującego się w temacie rosyjskich służb specjalnych, były szef departamentu wywiadu zagranicznego FSB Siergiej Biesiada przeniesiony został z aresztu domowego do aresztu śledczego w Lefrotowie. Wizyty w gdańskim areszcie Rozwijając działania na rzecz edukacji prawnej Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”, Sąd Okręgowy w Gdańsku, Kuratorium Oświaty w Gdańsku oraz Służba Więzienna zaprosili uczniów pomorskich szkół do wzięcia udziału w wydarzeniach Pomorskiego Tygodnia Edukacji Prawnej, który miał miejsce w Jeżeli aresztowany lub więzień pełni dodatkowe funkcje w areszcie śledczym lub zakładzie karnym to może on/ona wystąpić z prośbą o taki talon. Aresztowany nie pełniący dodatkowych funkcji również może wystąpić do dyrektora areszt śledczego z wnioskiem o przyznanie talonu dodatkowego. Każda prośba o dodatkowy talon musi być Przechodząc jednak do tego, jak wygląda areszt tymczasowy, to w pierwszej kolejności należy wskazać, że jest on zbliżony do odbywania kary pozbawienia wolności. Podejrzany przebywa bowiem w areszcie śledczym, gdzie jest izolowany od reszty społeczeństwa. Policja opublikowała bowiem film z zatrzymania Kawiaqa i wygląda na to, że najbliższy czas ten spędzi w areszcie śledczym. Brutalny mord jak w Gdyni. Szaleniec też uciekł do lasu. Jak zapewnia kierownictwo jednostki, podjęcie pracy w Areszcie Śledczym w Radomiu w charakterze pielęgniarki bądź lekarza niesie ze sobą wiele korzyści, gwarantuje stabilność zatrudnienia, Areszt proponuje pracę w nowoczesnej placówce, szeroką ścieżkę rozwoju i kariery zawodowej oraz pakiet atrakcyjnych świadczeń socjalnych, od . Większość osób zapewne ciekawi, jak to wszystko wygląda od wewnątrz, czyli jak wygląda nasz dzień w zakładzie karnym. Zacznę od początku. teoretycznie jest pobudka. Piszę teoretycznie, bo wcale mnie to nie budzi, gdyż polega to jedynie na tym, że zapala się światło. Tak więc ja przykrywam się kocem na głowę i łapię te ostatnie 45 minut snu. Kiedy słyszę, że apel jest już blisko mojej celi, wtedy zaczyna się wyścig z czasem. Wyskakuję z łóżka, jakby ktoś mnie wrzątkiem oblał. Szybko szukam spodni. Często mi się nie udaje ich znaleźć, za co zostaję ukarana, że staję w piżamie do apelu. Po nieszczęsnym apelu zdarza się, że idę jeszcze spać do śniadania, czyli do Ostatnio jednak jest to rzadko, gdyż mieszkam w jednej celi z Poli. Ona jest rannym ptaszkiem. Od rana zagaduje, robi kawę, po czym krzyczy, że mamy wstawać, bo nam kawa wystygnie. No i ogólnie nie ma już szans na krótką drzemkę przy Poli :). Tak więc siadamy i rozpoczynamy dzień od kawy i rozmów. Pomimo że przebywamy ze sobą wszystkie pięć przez 24 godziny na dobę, to zawsze mamy jakiś temat do rozmów przy kawie. Jak przyjeżdża śniadanko, oczywiście nigdy nie wiemy, co na nie dostaniemy, zawsze jest ciekawość, co dziś zaserwuje nam szef kuchni. Kiedy już wypijamy kawkę i odbierzemy śniadanie, wtedy zaczyna się mycie. Oczywiście nie posiadamy w celi prysznica, tak więc pozostaje nam poranna toaleta w misce. Dodam tu, że jest nas pięć na celi i czas operacyjny to 30 minut na mycie, gdyż tyle nam przysługuje ciepłej wody. Kto nie zdąży, musi gotować sobie wodę czajnikiem. Po porannej toalecie od zaczynają się spacery. Chodzimy na nie na godzinę dziennie. Oczywiście spacerniak nie wygląda jak aleja spacerowa w parku, tylko jak katakumba, bo tam też jesteśmy zamknięte. Czasami jest to jedyna możliwość do spotkania się z dziewczynami z innych cel, bo dodam że siedzę zamknięta 23 godziny na dobę i właśnie to jedną godziną poza celą jest spacer. Czasami są to dwie godziny, bo jeszcze mamy dwa razy w tygodniu wyjście na świetlicę, też na godzinę. Możemy wtedy pograć w pingponga, piłkarzyki lub nawet poćwiczyć, wymienić książki. Oczywiście najważniejszym moim wyjściem dwa razy w tygodniu jest wyjście na zajęcia. Są to wtorki i czwartki. Wtedy właśnie przychodzą dziewczyny z Fundacji „Dom Kultury” i mamy możliwość dać teksty na bloga i dostajemy odpisy. Wtedy jest full wypas – dwie godziny poza celą. W pozostałe dni po spacerku czekamy na obiad. Nie ukrywam, że lubię w więzieniu wiecznie na coś czekać, czas mi wówczas szybciej płynie. Więc tak w oczekiwaniu na obiad robię różne rzeczy. Na przykład środowe i niedzielne przedpołudnia zazwyczaj są poświęcone na pranie, bo w te dni mamy cały dzień ciepła wodę. Dodam, że nie mamy oczywiście pralki. Wszystko pierzemy ręcznie. Te dwa dni w tygodniu są prawie jak święta. Możemy wtedy korzystać z prysznica przez 7 minut. To trochę trudne, ale jak się człowiek wprawi, to się udaje wykąpać w siedem minut. W pozostałe dni, kiedy nie ma łaźni, zazwyczaj gramy w karty lub każda się czymś osobno zajmuje. Ja na przykład czytam książkę. Po obiadku czas na sjestę i oczywiści czekamy na kolację. Po sjeście zazwyczaj piję kawę i jak otrzymam list przy obiedzie, to go czytam. Niestety, jest to czymś wyjątkowym. Na wolności ludzie nie piszą już zazwyczaj listów, tylko smsy, mejle, a tu to jest nieraz jedyny nasz kontakt ze światem. List od bliskiej osoby jest dla mnie czymś cudownym i czytam go po kilka razy. Jednak wiadomo, nie codziennie otrzymuje się listy, tak więc popołudnia spędzam na rozmowach lub czytaniu książek. O godzinie jest kolacja. Po kolacji, tak mniej więcej koło jest czas na wieczorną toaletę, czyli powtórka tego, co rano. O godzinie jest apel wieczorny i wtedy już do rana nikt nie otwiera celi. Tylko w szczególnych wypadkach, jak komuś się coś dzieje. Po apelu wieczornym, jak jest telewizor na celi, to oglądamy jakiś film. Jak nie ma, to pozostaje gra w karty i czytanie książek. O godzinie zaczyna się cisza nocna, gaśnie światło i wtedy mam czas, żeby spokojnie w ciszy pomyśleć sobie o domu i innych sprawach, często pomarzyć i wyciszyć się. Zasypiam, i znowu, aby do siódmej pospać. Może trochę Wam przybliżyłam, jak to tu wygląda. Najważniejsze, to ułożyć sobie swój plan dnia i tak sobie żyć według niego. Wówczas nie ma czasu na nudę. Siedzimy w pięć na celi. Mamy dwa łóżka piętrowe, jedno pojedyncze, stół i pięć krzeseł. Każda ma tak zwaną swoją kuwetę, w której trzymamy swój dobytek, ubrania i „higienę”. Możemy mieć dwie podkoszulki i jedną bluzę,dwie pary spodni i bieliznę. Jedną piżamę, dwie pary butów i kurtkę. Ubrania możemy wymieniać raz na kwartał. Wtedy idziemy do magazynu odzieżowego i robimy wymianę na inny zestaw odzieży. Oczywiście są to ubrania przysyłane z domu. Na co dzień przy każdym wyjściu z celi musimy być ubrane w mundurek. We własnej odzieży możemy się poruszać jedynie w celi. Zapomniałam jeszcze napisać o najważniejszym przywileju, jaki nam tu przysługuje. Mianowicie są to widzenia z rodziną dwa razy w miesiącu po godzinie. Wtedy to jest dopiero święto. Szykowanie się na takie widzenie zaczyna się od rana. Trzeba ładnie się uczesać, umalować. Normalnie wtedy się czuję, jakbym do teatru szła ;). Tylko ta godzina mija tak szybko…. I znowu jest smutek i żal i oczekiwanie na następne widzenie. Oczywiście mamy jeszcze możliwość dzwonienia. Wygląda to tak, że na korytarzu są dwie budki telefoniczne i mamy 10 minut rozmowy przez telefon od poniedziałku do piątku. W soboty i niedziele nie mamy telefonów. Często jest tak, że tyle się chce jeszcze powiedzieć przez telefon, a tu niestety koniec. Myślę, że chyba już wszystko opisałam. Jeśli któryś z Czytaczy chce się jeszcze czegoś dowiedzieć, niech zapyta, na pewno odpiszę. Magda W ciągu ostatniego półtora roku więzienna rzeczywistość nieoczekiwanie stała się bardzo bliska Białorusinom. Areszty, kolonie karne i więzienia to już codzienność dla coraz większej liczby białoruskich rodzin. Nasz rozmówca przeszedł przez kilka zakładów karnych „jeszcze zanim stało się to tak powszechne”. Swoją historią z życia za kratami podzielił się z autorami naszego nowego cyklu zostało gdzieś wysoko, a ty znalazłeś się pod nim”Białorusin, z którym rozmawiamy, był więziony w areszcie tymczasowym i śledczym nr 5 w Bobrujsku, celi tymczasowej w areszcie śledczym nr 3 w Homlu, więzieniu śledczym nr 4 i kolonii karnej nr 15 w Mohylewie. Mężczyzna nie jest gotowy, by ujawnić swoją tożsamość, dlatego nie podajemy jego nazwiska, artykułu, z którego był sądzony ani lat areszcie tymczasowym w Bobrujsku nasz rozmówca znalazł się przed remontem, któremu poddany został zakład w ubiegłym roku. Teraz warunki są nieco lepsze. Były więzień opowiedział nam, jak było tam przed remontem:– Gdyby stworzyć ranking najokrutniejszych więzień na świecie, areszt tymczasowy w Bobrujsku jeszcze kilka lat temu miałby w nim solidne trzy celi są trzy prycze, a w kącie stoi wiadro. Ściany były nierówno otynkowane, wszystko było brudne i unosił się okropny o rano, od razu kontrola. Na 10-15 minut wyprowadzają do toalety, która znajduje się w korytarzu. Jest tam też coś w rodzaju umywalki. Przez pozostały czas trzeba albo wytrzymać 24 godziny, albo załatwiać się w ciasnej i brudnej celi przy nie była wietrzona. Nie dochodziło tam też światło. Zabierają zegarek, więc pozostaje orientować się w czasie na podstawie godzin, kiedy przynoszą jedzenie. Jeśli nigdy nie doświadczyłeś czegoś podobnego, to po dotarciu na miejsce zdajesz sobie sprawę, że dno zostało gdzieś wysoko, a ty znalazłeś się pod nim. Warunki te można śmiało nazwać rodzajem śledczy nr 5: tu przetrzymywano uczestników powstania styczniowegoPo 10 dniach naszemu rozmówcy postawiono zarzuty i przeniesiono go do aresztu śledczego nr 5 w Bobrujsku. Areszt mieści się w historycznym budynku, tzw. „Wieży Oppermana”, która jest częścią kompleksu Twierdzy Bobrujsk. Budowa twierdzy rozpoczęła się w 1810 roku, a wieża została ukończona w 1831 roku i nazwana na cześć Carla Oppermana, inżyniera, który zaprojektował twierdzę. Jednak już przed 1831 rokiem wieża była wykorzystywana jako więzienie polityczne. Pierwszymi więźniami byli Dekabryści, później uczestnicy powstań z 1831 i 1863 więzieniu w twierdzy Bobrujsk pisał rosyjski pisarz Aleksandr Gercen. Porównał je on z więzieniami francuskimi: „(…) Przede wszystkim należy wiedzieć, czym są tak naprawdę francuskie więzienia. Samo pozwolenie na widzenie się z innymi więźniami i na wspólną grę czyni je bardziej znośnymi niż Spielberg, Spandau czy Bobrujsk”. I jego najsłynniejszy cytat: „Niech będzie Syberia, niech będzie wszystko, byle nie to straszne więzienie nad Berezyną”.W czasie II wojny światowej w wieży przetrzymywano jeńców wojennych. Po wojnie przebywali tam represjonowani obywatele radzieccy. Do 1969 roku wieża pełniła funkcję aresztu tymczasowego, a od 1969 roku pełni funkcję aresztu areszt przeznaczony dla 310 osób obsługuje, oprócz Bobrujska, sześć sąsiednich rejonów (odpowiedniki powiatu): pięć w obwodzie mohylewskim, jeden w obwodzie 2002 roku Wieża Oppermana wraz z całym kompleksem fortecznym została wpisana na Państwową Listę Wartości Historyczno-Kulturalnych Republiki Białoruś i otrzymała drugą kategorię ochrony jako zabytek o znaczeniu narodowym.„Kiedy prowadzili mnie do celi, myślałem, że to już koniec”O tym, jak życie w areszcie śledczym w Bobrujsku wygląda dziś, opowiada nasz rozmówca, który spędził tam prawie rok.– Przywożą cię. Najpierw „kipisz”, czyli rewizja, podczas której musisz się całkowicie rozebrać i przykucnąć. Następnie zabierają cię do „łaźni” – pomieszczenia z siedmioma lub ośmioma „prysznicami” bez żadnych natrysków – po prostu woda leje się na ciebie z rury. Jest zimno. Mówią ci – słuchaj, nie mamy ciepłej wody, weźmiesz prysznic? A jeśli wcześniej tydzień spędziłeś w okropnych warunkach poprzedniego aresztu, to jest ci wszystko jedno, czy woda jest opisują twoje rzeczy i zabierają cię do celi. Po areszcie tymczasowym wyobrażałem sobie, że będzie jeszcze gorzej, myślałem, że będzie to coś w rodzaju kupy siana w kącie i dziury w celi prowadzono mnie przez nieremontowane skrzydło. Szedłem, patrząc na sklepienia, łuszczącą się cegłę, obdrapane stare drzwi z „podajnikami”, które w tamtym świecie nazywane są „pancerzami”, i pomyślałem – to koniec, to już koniec. Niezwykle przygnębiające środowisko. Idziesz, ciągnąc za sobą poskręcany materac – „watę”, pościel, część swoich rzeczy, z butami bez sznurowadeł. Wszystko jest tak niewygodne do granic możliwości. Schody, które są kompletnie nieprzystosowane do korzystania z nich. Są strome, śliskie i trudno po nich chodzić, nie mówiąc już o noszeniu jakichkolwiek wprowadzono mnie do celi, odetchnąłem z ulgą, bo wyobrażałem sobie chlew, ale okazało się, że nie jest aż tak źle. Były tam w miarę nowe prycze, ogromne sklepienie nad całą celą, jasne ściany, płytki na podłodze, woda, prąd zgodnie z harmonogramem, okno otwarte cały czasBudynek aresztu śledczego w Bobrujsku ma kształt podkowy. Na promieniu wewnętrznym znajduje się korytarz, a na zewnętrznym „siatka” kamer. Według byłego więźnia w celach zazwyczaj przebywa 14 osób, ale są też cele 12, 8, a nawet 4 osobowe. Od wewnątrz cele wyglądały bardzo podobnie:– Po prawej lub lewej stronie od wejścia znajduje się toaleta, obudowana ceglaną ścianką na tyle wysoką, że zasłania stojącego człowieka do pasa. W nowszych celach są metalowe drzwi. W tych starszych jest tylko zasłona. Po przeciwnej stronie znajdują się wieszaki na ubrania, miejsce na buty i piętrowe łóżka – w nowszych celach z szufladami na rzeczy. W starym korpusie rzeczy przechowywane są w torbach bezpośrednio pod tam małe okienko, które nigdy nie było zamknięte, niezależnie od pory dnia, pory roku czy w tygodniu zabierali nas do „łaźni”, gdzie zmieniali pościel i ręczniki, które z jakiegoś powodu nazywano „bałandziorką”, choć na ogół „bałandziarze” to więzienna służba porządkowa złożona z więźniów, którzy przebywali tam w celu odbycia kary. Traktuje się ich nieco pogardliwie, ponieważ podlegają bezpośrednio służbom więziennym i wykonują ich eklektyczne działały według harmonogramu i było to bardzo niewygodne np. kiedy ktoś chciał zrobić herbatę albo trzeba było podgrzać wodę, żeby coś umyć, bo w celach nie było ciepłej wody. Czasami podczas prania dochodzi do niezbyt przyjemnych sytuacji. Na przykład właśnie namoczyłeś swoje ubranie i nagle cała cela przechodzi kipisz, wyprowadzają wszystkich na korytarz. I w ten sposób do kontroli wychodzisz z mokrymi ubraniami w kwestią jest sposób suszenia rzeczy, zwłaszcza w sezonie przejściowym, gdy nie ma ogrzewania. Jest bardzo wilgotno, nic nie schnie, czasami kończysz suszenie na sobie, ze wszystkimi tego konsekwencjami – kaszel, katar, spacery: słońce prawie nie dociera na dziedzińceJak mówi były więzień, wzdłuż wewnętrznego promienia „podkowy” aresztu śledczego w Bobrujsku znajdują się również dziedzińce dla spacerów:– Na te dziedzińce wyprowadzają raz dziennie. Słońce prawie tam nie dociera, jedynie wiosną lub latem. Jest to okrąg podzielony na sektory. W górnej części chodzą pracownicy więzienia i pilnują, by nikt ze sobą nie rozmawiał, nie bił się ani nie robił niczego jest sprawdzany przed spacerem i ponownie po spacerze, zanim wejdzie do swojej celi i stanie tyłem do ściany z rękami do góry. Podczas spaceru cela może zostać przeszukana – wtedy mogą spokojnie grzebać we wszystkich przebywające w aresztach śledczych należą do bardzo zróżnicowanych grup – pod względem wieku, przynależności społecznej, poziomu kultury, a także zachowania. To właśnie tam zdałem sobie sprawę, że dopóki tam nie dotarłem, żyłem w zupełnie innym świecie – urodziłem się w dobrej rodzinie, chodziłem do dobrej szkoły, studia, praca, wokół sami inteligentni ludzie. A tam uświadamiasz sobie, jak bardzo zróżnicowana jest Białoruś. Na początku trudno jest przyzwyczaić się do tego sposobu życia. Wtedy uświadamiasz sobie, że najważniejsze to nie przeszkadzać nikomu i żyć swoim życiem, wtedy nikt cię nie tknie. Można nawet znaleźć osoby, z którymi przyjemnie się przyzwyczaja się do lokalnych tradycji. Na przykład w areszcie śledczym w Bobrujsku, jeśli coś do jedzenia upadło na podłogę, nie możesz tego podnieść, musisz to wyrzucić. A jeśli coś spadło na podłogę w toalecie, nawet jeśli jest to jakaś osobista, cenna rzecz, nie masz prawa już tego dotykać, ponieważ jest to uważane za brudne miejsce. W przeciwnym wypadku współwięźniowie mogą nie chcieć z tobą rozmawiać, pić herbaty itp.„Kasztani”, „skazańcy”, „łobuzi”Cele w Areszcie Śledczym w Bobrujsku są podzielone na kilka typów ze względu na przebywających tam więźniów: „kasztany”, „skazańcy”, kobiety, ścisły reżim, „małolaty”, czy „łobuzi”.– „Kasztany” to ci, którzy dotarli tam po raz pierwszy, podejrzani. Nie osadzają ich ze starymi wyjadaczami, żeby ci niczego ich nie nauczyli. „Skazańcy” to osoby, które usłyszały już wyrok i czekają na przeniesienie do miejsca odbywania celach o zaostrzonym rygorze siedziały osoby, które nie były tam po raz pierwszy. Cele dla kobiet były również podzielone na cele dla „kasztanów” i cele o zaostrzonym rygorze. Kobiety nie miały żadnego kontaktu z dla „małolatów” są przeznaczone dla niepełnoletnich. Razem z nimi siedzi jedna lub dwie osoby dorosłe i ich nadzorują. Bycie strażnikiem tych dzieci jest uważane za dość poniżające, bo to tak, jakbyś mówił im, jak mają żyć, czego w więzieniu nie można robić, chyba że coś przeszkadza cele przeznaczone dla „łobuzów”. Tam siedzą skazani albo podejrzani o określonym statusie. Można tam trafić za określony styl życia na wolności, na przykład, gdy dowiadują się, że dana osoba nie jest orientacji heteroseksualnej. Trafiają tam też ci, którzy zostali aresztowani za gwałt lub inne okrucieństwo, albo ci, którzy zostali „zdegradowani” w więziennej znają numery cel dla łobuzów, nikt się z nimi nie komunikuje. Mają nawet swoje własne naczynia, inni nie chcą z nich jeść. Na ogół naczynia są wspólne – po posiłku „bałandziarze” zbierają je i zmywają. Zawsze zostaje się tylko z metalowym kubkiem o pojemności 200-250 ml, tzw. kruharem, który dostaje się tuż po kilogramów mydła w plecaku Według naszego rozmówcy ludzie w aresztach na ogół starają się „żyć we wspólnocie”, wspierać się nawzajem:– Dzielą się ze sobą, bo każdy ma inną sytuację, nie każdy ma rodzinę. Kiedy ktoś jest przenoszony, zbiera się dla niego rzeczy, żeby nie jechał z pustymi rękami, by mógł po drodze zapalić, zrobić sobie herbatę początku jedzenie w areszcie wydaje się bez smaku. Robi się łatwiej, kiedy bliscy przekażą sól i przyprawy. A poranna kasza zupełnie się zmienia, gdy doda się do niej do niej suszone owoce, orzechy. Jeśli rodzina pomaga, to nie jest się skazanym na głód, można nawet trochę przytyć. Aby tego uniknąć, starałem się celi nie ma do tego warunków, bo współwięźniowie ciągle palą, można wykorzystać do tego godzinę na spacer. Niektórzy wykonują przysiady, inni pompki. A w celach, na przykład, nalewają wodę do worków na śmieci i próbują ćwiczyć z tymi workami. Kiedyś mieliśmy w plecaku około 16 kilogramów mydła do prania (raz w tygodniu dostawaliśmy zestawy do golenia wraz z mydłem) i mogliśmy robić z nimi pompki lub ćwiczenia na improwizowanym drążku. Pomiędzy dwoma rzędami prycz jest przejście i można było tam wykonywać ćwiczenia opierając się na górnych kondygnacjach znaleźć sposób, aby utrzymać formę pomimo siedzącego trybu życia. W celi ciągle się siedzi, chodzi lub stoi. Nie można było się położyć. Jeśli ktoś zauważy, że np. leżysz po południu, może napisać na ciebie donos i trafisz do całkowita izolacja, sam na sam ze swoimi myślami– Karcer to mała cela, około dwa na trzy metry. Kiedy tam trafiasz, zabierają ci wszystkie ubrania, dają coś podobnego do kombinezonu i to wszystko. Nie można tam nic mieć. Prycze są przywiązywane do ściany na cały dzień, zabierają ci koc, rogu stoi betonowy sześcian – taboret i stół przyspawany do podłogi. Wszystkie meble są tam przyspawane, nie można przesunąć stołu czy ławki. To pewnie ze względów ciągu dnia można stać, chodzić, robić pompki. Chociaż nawet to jest czasami zabronione. Jest tam monitoring i czasami pukają do drzwi od razu, gdy zaczynasz ćwiczenia, bo to zabronione. Nie wiem dlaczego. Może interpretują to jako rodzaj przygotowania do ucieczki, a może są zazdrośni, że potrafisz zrobić więcej pompek niż nie ma zasłonki. Są cele, w których wizjer w drzwiach skierowany jest na toaletę, a strażnik może obserwować, jak więzień załatwia swoje bardzo wcześnie, około 6-6:30 zabierają cię na spacer. Spacerujesz karcerze nie wolno nic czytać ani pisać. Nie przekazują tam paczek ani listów. Jesteś tam w całkowitej izolacji, sam na sam ze swoimi aresztu śledczego w Bobrujsku nasz rozmówca został przewieziony do Homla, gdzie spędził dwa tygodnie w tak zwanej „celi tranzytowej”, a następnie do więzienia śledczego nr 4 w Mohylewie, z którego trafił do kolonii karnej nr areszt śledczy nr 5 w Bobrujsku przeszło wielu więźniów politycznych, między innymi mieszkańcy Bobrujska Ihar i Aleh Bukas oraz Jahor Chramienia, skazani za przemoc wobec milicjantów, Illja Dziarahin, który odbył karę trzech miesięcy aresztu za obrazę prezydenta, a także Dzmitrij Babok zatrzymany w czerwcu ubiegłego roku i skazany na rok więzienia, również za obrazę prezydenta, który nadal przebywa w bobrujskim areszcie projekt Biełsatu, który koncentruje się na warunkach, w jakich przetrzymywani są więźniowie polityczni. Więzienia, kolonie, areszty śledcze, areszty tymczasowe – tam całe dnie, miesiące i lata spędzają ci, którzy bezprawnie trafili za kratki. Dziennikarze nie mogą pokazać od środka, jak wygląda życie za kratami, ale z pomocą tych, którzy już odsiedzieli swoje, możemy opowiedzieć o wyzwaniach, z jakimi mierzyć się musi tysiące Hanczar, ksz/ Zobacz zdjęcia z dnia spędzonego w Areszcie Śledczym w LublinieAreszt budzi się do życia o Przejmujący dzwonek roznosi się po korytarzach pulsującym echem. Skazani mają kwadrans na pościelenie łóżek, posprzątanie, umycie się. W kranach jest tylko zimna woda. W lecie przyjemna, w zimie już nie. Później półgodzinny poranny apel. Oddziałowi sprawdzają w tym czasie stan cel. Czy nikt nie uciekł? Czy ktoś ma jakieś potrzeby? Czy są chorzy.– Raz w tygodniu do aresztu przychodzi stomatolog. W każdym oddziale jest lekarz odpowiedzialny za wizyty planowe. Do tego funkcjonuje ambulatorium, w którym rutynowe badania wykonuje się wszystkim trafiającym do aresztu oraz go opuszczającym. Do ambulatorium trafiają też tzw. stany nagłe. To około 20-30 osób dziennie. Najczęściej skarżą się na bóle brzucha i bóle w klatce piersiowej – opowiada kierownik ambulatorium (nazwiska, jak większość funkcjonariuszy podawać nie chce. Powód – strach. Nigdy nie wiadomo, czy po wyjściu na wolność osadzeni nie będą chcieli się mścić). Lekarze starają się traktować każde zgłoszenie poważnie. Nie bagatelizują najmniejszych nawet bolączek. Nigdy nie wiadomo, czy ktoś naprawdę nie cierpi. Dlatego obok ambulatorium jest gabinet RTG, USG, można zrobić EKG. Dzięki takiemu wyposażeniu w sprzęt, diagnostyka zajmuje dosłownie moment, a więźnia nie trzeba wozić do szpitala. - Zdarzają się jednak pacjenci, którzy traktują wizyty u lekarza jako możliwość dodatkowego wyjścia z celi i porozmawiania z innym człowiekiem. Bywało, że niektórzy zgłaszali się bez większej potrzeby nawet kilka razy dziennie – mówi pani doktor. – Dla nich to rodzaj wizyt punkty rozkładu dnia to także posiłki. Śniadanie – godz. Obiad w samo południe. Kolacja o Jadalni nie ma. Za to w każdych drzwiach jest otwierane na zewnątrz okienko zwane pieszczotliwie „karmnikiem”. To przez nie więźniowie funkcyjni podają posiłki do celi.– Jedzenie jest dobre, nie można na nie narzekać – mówi 54-letnia Urszula, skazana za przemoc domową i znęcanie się na 3 lata i 6 miesięcy pozbawienia wolności (jak twierdzi, zarzuty były wyssane z palca i właściwie nie wiadomo dlaczego sąd dał im wiarę). – Chyba nie zdarzyło się jeszcze, żeby jakiś posiłek mi nie smakował. Zresztą nie ma tu też problemów z zachciankami. Jak ktoś je ma, może zrobić zakupy w kantynie. Wybór w niej jest ogromy. Do tego dochodzą paczki od w lubelskim areszcie układany jest z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Poniedziałek. Śniadanie – manna na mleku, 110 g paprykarza szczecińskiego, chleb 150 g, herbata. Na obiad zupa ogórkowa, jajka – 2 sztuki w sosie z zielonym pieprzem, ziemniaki, surówka z kapusty czerwonej, herbata. Na kolację 150 g chleba, 25 g margaryny i 115 g pieczeni drobiowej. I znowu herbata. Kawę i herbatę można sobie zaparzyć też w celi, z czego więźniowie bardzo często korzystają. To właśnie wokół tych napojów kwitnie więzienne życie towarzyskie. – Osadzeni chyba najbardziej lubią rosół – zastanawia się szefowa kuchni. Oprócz niej i jednego funkcjonariusza, w kuchni pracują sami skazani. Roboty jest mnóstwo. Jeden obiad to 600 kilogramów ziemniaków. Teoretycznie wstępnie obiera je maszyna, ale potem trzeba wykrawać jeszcze oczka. Dlatego w kuchni w systemie dwuzmianowym pracuje w sumie 24 osadzonych. – Oprócz zwykłych posiłków codziennie przygotowujemy menu dla diet: wegetariańskiej, wegańskiej i korzystania z diet to także element rozrywki. Zdarza się, że więźniowie zgłaszają, że jednego dnia jedzą to „co wszyscy”, potem przechodzą na weganizm, wegetarianizm, a w końcu idą do lekarza skarżąc się na ból żołądka i prosząc o wypisanie diety żołądkowej. Po co?– Bo rozrywek w areszcie nie ma zbyt wiele – przyznaje mjr Krzysztof Wąsek, zastępca dyrektora Aresztu Śledczego w Lublinie. – Zgodnie z regulaminem każdemu osadzonemu przysługuje 60 minut spaceru dziennie. W nagrodę, np. za udział w wewnętrznych konkursach, czas spaceru może zostać wydłużony. Zamiast chodzenia w betonowej klatce wygrodzonej pięciometrowym murem wokół rachitycznego trawniczka, można też zostać „wyprowadzonym” na boisko do piłki ręcznej lub plażowej. Nie można za to ćwiczyć w celi. Dlaczego?– Bo nie mamy trenera i osadzeni mogą sobie zrobić krzywdę. Poza tym wykorzystują do ćwiczeń przedmioty, które ku temu nie służą – tłumaczy major punkt regulaminu jest jednak notorycznie łamany. W trzeciej celi, do jakiej zajrzałam, zobaczyłam takie właśnie nielegalne ćwiczenia. Leżący na podłodze mężczyzna opierał ręce na leżącej na podłodze szczotce i opierając się o nią przesuwał ręce w przód i w tył. Jak uświadomili mnie potem koledzy, to wyjątkowo trudne ćwiczenie. Mięśnie brzucha po kilku przesunięciach bolą nawet tydzień. Więzień, którego „podejrzałam” zrobił ich kilkadziesiąt. Bez najmniejszego i standardyOprócz tego pracownicy aresztu mają dla więźniów ofertę Stałe jej punkty to świetlice ze stołami do ping-ponga i piłkarzyków. Standard świetlic jest bardzo różny, jak zresztą całego lubelskiego aresztu. Pierwsze więzienne budynki wybudowano w połowie lat 60. ubiegłego wieku. Każdy skazany ma przepisowe 3 mkw. przestrzeni, ale stare budynki to odrapane i niezbyt już czyste ubikacje, przejmująca duchota podczas upałów i nie najlepsze ogrzewanie zimą. Nic dziwnego, że od rana do wieczora roboty remontowe wokół tych budynków wrą. Osadzeni pracujący na wolności w zawodach budowlanych każdego dnia remontują kolejne fragmenty zakładu. Odnawiają stare drzwi, malują kolejną celę układając w niej glazurę i terakotę. Jakość prac jest bardzo wysoka. W zdecydowanej większości odpowiadają za nią doskonali fachowcy. – Do Lublina przyjechałem z więzienia w Anglii – mówi pan Artur, skazany za rozbój. Do wyjścia zostało mu jeszcze tylko 10 dni. – Nie ma co ukrywać, że warunki socjalne są tam o niebo lepsze. Za to tutaj jest bardziej swojsko. Jeśli musiałbym wybierać, mimo wszystko wybrałbym więzienie w Polsce. Nawet za kaszanką może się człowiek inne warunki panują w pawilonie oddanym do użytku w 2006 roku. Jest czysty, przestronny, nowoczesny. To w nim znajduje się też chluba aresztu – kaplica rzymskokatolicka i prawosławna wygrodzona z części świetlicy i otwierana żaluzją na pilota. Na ścianach wisi mnóstwo obrazów i ikon. Wszystkie pochodzą z przemytu. Część z nich jest podobno niezwykle cenna. Nie ma tu tylko tabernakulum. Dlaczego? Oficjalnie, bo ksiądz tak chciał. Nieoficjalnie, z obawy przed profanacją. Jej możliwość jest duża, bo więźniowie to bardzo różni ludzie. Niektórzy pobożni, inni traktujący udział w mszy jako dowód nawrócenia i chęci zmieniania całego dotychczasowego życia, na co później powołują się pisząc wnioski o przedterminowe warunkowe zwolnienie. – Kilka miesięcy temu, w trakcie nabożeństwa, sprawujący je kapłan został wezwany i musiał na chwilę wyjść z kaplicy. Gdy wrócił w buteleczce, w której powinno być wino była już tylko woda. Oczywiście żaden z więźniów nie przyznał się do samoobsługi – opowiada oddziałowy mający nadzór nad się dłużyTrudno wyobrazić sobie spędzanie 23 godzin dziennie w jednej celi z tymi samymi osobami. Osadzeni próbują porozumiewać się z innymi przy pomocy tzw. habet, czyli skręconych pasków papieru tworzących coś w rodzaju cienkiego patyczka, za pomocą którego z celi do celi przez kraty można przekazywać wiadomości, papierosy, czy herbatę opakowaną w papierowe pakieciki.– To, że w więzieniach nie dochodzi do wielu konfliktów to wyłącznie skutek dobrej pracy osobopoznawczej – mówi płk Jerzy Kopeć, zastępca dyrektora okręgowego Służby Więziennej w Lublinie. – Trudno mi sobie wyobrazić zamknięcie na tak małej powierzchni nawet z kilkoma kolegami. Pewnie już po dobie zaiskrzyłoby. Wiele osób mówi, że siedzenie w więzieniu to luksus. Kiedy się nad tym zastanowić, to bardzo trudne psychicznie zachować względną równowagę? Pomagają wizyty u psychologa i telefony do rodziny (maksymalnie raz w tygodniu 10 minut, dłużej tylko w nagrodę). Jedną ze stałych rozrywek jest telewizor (maksymalnie 19 cali) i dekoder z 22 programami. Niemal w każdej celi jest też radio i konsola do gier. Niedozwolone są za to laptopy. Wszystko dlatego, że większość z nich ma wbudowane wi-fi, a skazani nie mogą kontaktować się ze światem zewnętrznym. Oprócz tego biblioteka, a w niej ponad 11 tysięcy egzemplarzy książek głównie wysłużonego już księgozbioru. Najlepiej „idzie” beletrystyka, sensacja i thrillery. Kryminały – niekoniecznie. – Najbardziej dokucza samotność – mówi Bożena, na wolności sprzedawca usług finansowych, w lubelskim Areszcie Śledczym przebywa od dwóch lat za wyłudzanie kredytów. Do wyjścia na wolność ma 1,5 roku. – Jest ciągła tęsknota za rodziną i przyjaciółmi. Gdyby nie ona, nie byłoby tak trudno. Po pierwszym bardzo trudnym okresie, kiedy zamyka się za tobą brama, można to sobie jakoś poukładać. Osobom bezdomnym czy tym, które, nie mają rodzin jest znacznie ze światem są widzenia. Osoby czekające na wyrok nie mogą mieć swobodnego kontaktu z rodziną. O ich ewentualnych widzeniach decyduje sąd lub prokuratura. Skazanym odsiadującym karę w zakładzie karnym typu zamkniętego przysługują dwa godzinne widzenia w miesiącu. W zakładzie karnym typu półotwartego – trzy godziny. Skazani mogą widywać się z bliskimi w sali widzeń lub przez tzw. pleksę lub telefon. W nagrodę mogą otrzymać widzenia bez osoby dozorującej, widzenia w oddzielnym pomieszczeniu bez osoby dozorującej, dłuższe widzenie oraz dodatkowe 60-minutowe widzenia. Hej ho, hej ho do pracy by się szłoPomocna w znoszeniu odosobnienia jest też praca. Grupa około 70 szczęśliwców może pracować na wolności. Zatrudnia ich firma drobiarska i firma produkująca okna. Inni pracują na terenie aresztu. Niektórzy odpłatnie. Otrzymują najniższe wynagrodzenie - 1600 zł brutto. – Pracuję od dwóch lat i właśnie od tych dwóch lat żyje mi się znacznie lepiej. Mam po co wstawać rano. To taka namiastka normalnego życia – przyznaje Roman, w więzieniu introligator, skazany za rozboje i wyłudzenia. Odsiedział już 4 lata i 3 miesiące. Do końca kary zostały mu jeszcze 4 lata. Wkrótce zacznie ubiegać się o warunkowe zwolnienie. – Gdyby nie praca, byłoby naprawdę ciężko. Nie wiem, jak bym to wytrzymał. Oprócz zajęcia namiastką wolności są też przepustki. Nie można na nie jednak bardzo liczyć. Człowiek czeka , planuje co zrobi, z kim się zobaczy, a potem wszystkie przepustki są cofane i wpadasz w psychiczny dół.– Dlaczego są cofane? – To chyba jedna z najgorszych praktyk więziennych: odpowiedzialność zbiorowa. Kiedy ktoś jest na niepowrocie (nie wraca z przepustki we wskazanym czasie – przyp. red.), wszystkie przepustki są cofane. Za karę. To okropnie niesprawiedliwe. Coś mocniejszego?Tajemnicą poliszynela jest to, że do aresztu trafiają alkohol i narkotyki. – Byłbym ślepy przyznając, że ich nie ma. Robimy jednak wszystko co w naszej mocy, żeby trafiały tu jak najrzadziej – mówi major Wąsek. – Te i inne nielegalne przedmioty trafiają do aresztu najczęściej w paczkach. Każda paczka jest więc dokładnie sprawdzana. Kontrabandę znajdujemy najczęściej w butelkach z płynami. Narkotyki mogą być ukryte w listach, a tych z aresztu każdego dnia wychodzi i przychodzi kilkaset. Przed wysłaniem cała korespondencja podejrzanego jest czytana. W zależności od etapu prowadzonej przeciwko niemu sprawy – przez prokuratora lub sędziego. Po skazaniu zainteresowanego wszystkie listy mogą być czytane przez pracowników aresztu. Mogą, ale czytane są tylko niektóre, bo żeby przejrzeć wszystkie trzeba byłoby zatrudnić dodatkowych kilka osób. Ponieważ w więzieniach w całej Polsce zdarzały się też afery ze strażnikami, którzy za odpowiednią zapłatą dostarczali więźniom nielegalne rzeczy, nawet oni muszą się liczyć z kontrolami i przeszukaniem. Poddawani są im głównie ci, na których pada podejrzenie. Jak mówi Wąsek, na szczęście doniesienia sprawdzają się wyjątkowo znaleźć nielegalne przedmioty cele są regularnie przeszukiwane. Robione jest to wtedy, gdy skazanych nie ma w środku. Przebywają wówczas w świetlicy lub idą na spacer. W poszukiwaniu narkotyków funkcjonariuszem pomagają dwa mieszkające w areszcie psy. Życie w areszcie przy Południowej zamiera po godzinie 20. Po apelu wieczornym więźniowie mają wolny czas do Potem wyłączany jest prąd. Czas na sen zapisano w regulaminie na od do Polskie prawo karne wykonawcze odrębnie reguluje zasady kontaktów osób tymczasowo aresztowanych ze światem zewnętrznym. Regulacje zostały ustanowione w celu zapewnienia możliwości realizacji celów środka zapobiegawczego, jakim jest zabezpieczenie prawidłowego toku procesu. Zasady kontaktów z tymczasowo aresztowanymW praktyce zastosowanie tymczasowego aresztowania następuje niespodziewanie. Dla rodziny zatrzymanego jest to często szok oraz niezwłoczne próby podjęcia kontaktu z zatrzymanym. Często zdarza się jednak, że brak wiedzy co do procedur powoduje przedłużanie się czasu oczekiwania na możliwość porozumienia się z osadzonym. W tej sytuacji pamiętać należy, że prawo skazanego do kontaktu ze światem zewnętrznym nie jest prawem bezwzględnym, nie mogącym podlegać ograniczeniom. Widzenia Podstawowym sposobem kontaktowania się osób zatrzymanych ze światem zewnętrznym są widzenia. Osoba, która ma zamiar zobaczyć się z osadzonym musi najpierw uzyskać zgodę organu, do którego dyspozycji pozostaje. W zależności od etapu postępowania karnego może to być prokurator albo gdy tymczasowo aresztowany pozostaje do dyspozycji kilku organów, wymagana jest zgoda na widzenie każdego z nich, chyba że organy te zarządzą inaczej. Zarządzenie o udzieleniu widzenia nie wymaga uzasadnienia, ponieważ nie podlega zaskarżeniu. Uzasadnienia wymaga natomiast zarządzenie sędziego o odmowie udzielenia widzenia, gdyż tymczasowo aresztowanemu przysługuje na takie zarządzenie również serwis: Areszt tymczasowy Widzenia odbywają się pod nadzorem funkcjonariusza Służby Więziennej w sposób uniemożliwiający bezpośredni kontakt tymczasowo aresztowanego z osobą odwiedzającą. Od tej zasady prawo wykonawcze przewiduje wyjątki. Organ, do którego dyspozycji pozostaje zatrzymany może wydać zezwolenie na widzenie umożliwiające bezpośredni kontakt tymczasowego z osobą odwiedzającą. Wtedy osadzony może spożywać artykuły żywnościowe i napoje zakupione przez osoby odwiedzające na terenie aresztu śledczego. Zawsze jednak osoba odwiedzająca może zażądać, by widzenie odbywało się w sposób uniemożliwiający bezpośredni z paragrafem 23 Rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości w sprawie regulaminu organizacyjno-porządkowego wykonywania tymczasowego aresztowania z 25 sierpnia 2003 r., ( Nr 152, poz. 1494) widzenie trwa 60 minut. W uzasadnionych przypadkach dyrektor może indywidualnie zezwolić na przedłużenie czasu widzenia lub udzielenie tymczasowo aresztowanemu więcej niż jednego widzenia w tym samym dniu. W widzeniu mogą uczestniczyć nie więcej niż dwie osoby pełnoletnie. Liczba osób niepełnoletnich posiadających wymaganą zgodę na widzenie nie podlega ograniczeniu, z tym że osoby do lat 15 mogą korzystać z widzeń tylko pod opieką osób pełnoletnich posiadających zgodę na razie naruszenia przez skazanego lub osobę go odwiedzającą ustalonych zasad odbywania widzenia, może być ono przerwane lub zakończone przed czasem. Widzenie z obrońcąWiększą swobodę w kontaktach z tymczasowo aresztowanym ma jego obrońca. Musi on jednak uzyskać każdorazowo zgodę na widzenia organu do którego dyspozycji pozostaje osadzony. Organ ten, co do zasady, nie może wydania takiej zgody również serwis: Sprawy karneSpotkanie obrońcy z tymczasowo aresztowanym, również co do zasady, odbywać się powinno bez obecności innych osób. Możliwość ograniczenia swobody kontaktów tymczasowo aresztowanego z jego obrońcą wprowadza art. 73 Kodeksu postępowania karnego. Zgodnie z jego treścią w postępowaniu przygotowawczym prokurator udzielając zezwolenia na porozumiewanie się może w szczególnie uzasadnionym wypadku zastrzec, że będzie przy tym obecny sam lub osoba przez niego upoważniona. W tym czasie prokurator może także zastrzec kontrolę korespondencji pomiędzy podejrzanym, a jego obrońcą. Inne sposoby kontaktówTymczasowo aresztowany nie może korzystać z aparatu telefonicznego oraz innych środków łączności przewodowej i karny wykonawczy reguluje także sposób korespondencyjnego kontaktowania się tymczasowo aresztowanego ze światem zewnętrznym. Korespondencja tymczasowo aresztowanego podlega zatrzymaniu, cenzurze lub nadzorowi organu, do którego dyspozycji tymczasowo aresztowany pozostaje, chyba że organ ten zarządzi inaczej. W wypadku gdy tymczasowo aresztowany pozostaje do dyspozycji kilku organów, jego korespondencję przesyła się temu organowi, którego postanowienie wprowadzono do wykonania jako pierwsze, chyba że organy te zarządzą tymczasowo aresztowanego, w tym także korespondencję z organami powołanymi na podstawie ratyfikowanych przez Rzeczpospolitą Polską umów międzynarodowych dotyczących ochrony praw człowieka, z Rzecznikiem Praw Obywatelskich oraz z organami państwowymi i samorządowymi, przesyła się adresatowi za pośrednictwem organu, do którego dyspozycji tymczasowo aresztowany pozostaje. Od ponad 300 dni nasze koleżanki, dziennikarki Biełsatu, Kaciaryna Andrejewa i Daria Czulcowa, są więzione za to, że pokazały ludziom prawdę o działaniach reżimu. W lutym tego roku zostały skazane na dwa lata pozbawienia wolności, a w czerwcu przewiezione do kolonii karnej w Homlu, gdzie odbywają swoje dziennikarek Biełsatu. Zdj. Kaciaryny, dziennikarz Ihar Iljasz, i mama Darii, Natalla Cierabilenka, opowiedzieli nam o tym, jak wygląda codzienność ich najbliższych w nowej rzeczywistości, co robią w wolnym czasie i o czym piszą w kontakty z bliskimiOd czasu zatrzymania dziennikarek 15 listopada 2020 roku Natalla mogła spotkać się z córką tylko trzy razy: dwa razy, gdy Dasza przebywała w areszcie śledczym – po wyroku i apelacji, a 25 sierpnia udało jej się otrzymać pozwolenie na czterogodzinne widzenie w kolonii.– Teraz czekamy na dłuższe widzenie, ale we wrześniu nie wydali nam zezwolenia. Czekamy na październik, ale nie wiem, czy spotkanie będzie możliwe – mówi pani momentu przeniesienia do kolonii Iharowi Iljaszowi udało się dwukrotnie spotkać z żoną. Na początku lipca otrzymali zgodę na krótką, czterogodzinną wizytę, a w sierpniu na dłuższą, widzeń, bliscy mogą komunikować się z dziewczynami przez telefon i wideorozmowy.– Jest mi lżej od momentu, gdy Dasza została przeniesiona do kolonii. Teraz możemy od czasu do czasu porozmawiać przez telefon. Czekanie na pierwszy telefon bardzo mnie stresowało. Teraz regularnie, raz w tygodniu, rozmawiamy przez telefon, a dwa razy w miesiącu mamy wideorozmowy przez Viber, raz z jej siostrą i raz ze mną – mówi mama długość połączeń z kolonii jest bardzo ograniczona. Ponadto w trakcie rozmowy obok osadzonej stoi pracownik kolonii. W takich warunkach nie jest komfortowo prowadzić rozmowę, a połączenie trwa nie więcej niż pięć, siedem minut, choć dobrze, że w ogóle jest taka połączenie mogło dojść do skutku, osadzona musi najpierw napisać oświadczenie, że chce zadzwonić do konkretnego członka rodziny, podać dane. Harmonogram połączeń jest zwykle zatwierdzany na początku miesiąca.– Istnieją dość surowe zasady dotyczące połączeń – mówi mąż Kaciaryny. – Na przykład, jeśli dzwoni do mamy, to jej tata nie może w ogóle włączyć się do rozmowy, jest to surowo zabronione. Oznacza to, że można rozmawiać tylko z osobą, która została wskazana w oświadczeniu połączenia. Nawet odgłosy słyszane w tle mogą być podstawą do przerwania zauważył również, że w kolonii sytuacja w zakresie komunikacji i korespondencji jest o wiele lepsza niż w areszcie śledczym czy w więzieniu w Żodzinie, gdzie bywało, że przez dwa tygodnie nic nie docierało.– Tutaj mamy listy i telefony, cały czas coś przychodzi i to dość szybko. Zdarza się, że list nie przechodzi z powodu cenzury, ale to dość dziennikarek podkreślają, że ciągła korespondencja jest możliwa tylko z rodziną.– Dasza dostaje wszystkie listy od nas, a do nas przychodzą od niej. Ale jeśli chodzi o listy od przyjaciół i kolegów, to nie jest najlepiej, większość z nich nie w ogóle nie dociera. Zadzwonili do mnie jej przyjaciele i powiedzieli, że piszą, ale nie dostają odpowiedzi. Prawdopodobnie administracja niszczy te listy po to, by dziewczyny nie czuły się wspierane i myślały, że wszyscy o nich zapomnieli – wyjaśnia pani korespondencji u Kaci wygląda podobnie: po przeniesieniu do kolonii karnej liczba listów od kolegów i innych osób gwałtownie zmalała.– O ile kiedyś przychodziły całymi chmarami, setkami, o tyle teraz niewiele listów w ogóle dociera. Mało prawdopodobne jest, że mogło się to tak nagle zmienić – raczej są one po prostu „odsiewane” – mówi rozmów telefonicznych i listów, komunikacja odbywa się za pośrednictwem prawników. Prawnik odwiedza Kaciarynę raz w tygodniu, taką zasadę rodzina wprowadziła na samym początku. To już piąty pełnomocnik dziennikarki: trzem poprzednim odebrano licencje, a jeden sam wycofał się z procesu pod pracy w koloniiKacia i Dasza mieszkają w kolonii w dużych celach z piętrowymi łóżkami, gdzie atmosfera przypomina nieco koszary wojskowe. Muszą być ubrane w specjalny uniform dla więźniów. Jest to oficjalny strój, na którym naszyta jest metka ze zdjęciem, artykułem, za który zostały skazane oraz datą początku i końca wyroku. Więźniowie w kolonii mają również obowiązek pracować. W koloniach kobiecych więźniarki zajmują się najczęściej szyciem jest „zatrudniona” jako modelarka. Jak mówi jej mama, w tej pracy nie ma odpoczynku, jest się w ciągłym ruchu. Daria pracuje przy dużym stole, prasuje wzory, obrysowuje kredą niektóre szczegóły ubrań. Ale jest szczęśliwa, że nie musi pracować przy maszynie do z kolei, pracuje w fabryce krawieckiej na hali produkcyjnej. Tam zszywają drobne elementy odzieży dla różnych agencji rządowych.– Zamówienia się zmieniają. W czasie, gdy rozmawialiśmy z nią na początku lata, szyli elementy umundurowania dla kadetów Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych – wspomina i Dasza pracują w różnych oddziałach, ale czasami spotykają się podczas rotacji w kolonii w pełnym wymiarze godzin przez sześć dni w tygodniu, w tym w soboty. Czasami muszą pracować też w niedziele. Harmonogram pracy jest ułożony na dwie zmiany, które następują po sobie naprzemiennie: jeden tydzień na pierwszej zmianie, a następny na więźniarki powinny po godzinach pracy mieć czas dla siebie. Zwykle jednak są one obciążone dodatkowymi pracami, takimi jak sprzątanie pomieszczeń, terenu czy przebieranie pracę na produkcji otrzymuje się płacę minimalną.– Dasza chwaliła się swoją pensją, chciała nawet pokazać kwit wypłaty. Jej wynagrodzenie podczas „stażu” wynosiło 41 rubli (ok. 64 złote – . Z tej pensji potrącili 30 rubli, nie wiem dokładnie za co, chyba za zakwaterowanie. Zostało jej 10 rubli – opowiada matka i nowy zawódOsadzone mają możliwość zdobycia dodatkowego zawodu w kolonii. Od 1 września Kacia została zapisana do szkoły zawodowej, gdzie uczy się zawodu fryzjerki. W swoich listach Kacia pisze, że proces nauczania sprawia jej przyjemność.– To odwraca jej uwagę od ogólnej smutnej rzeczywistości. Kacia podchodzi do tej nauki nawet nieco entuzjastycznie. Ale szkolenie nie zwalnia jej z głównej pracy: pracuje całą zmianę, a potem idzie na zajęcia – mówi również chciała się uczyć, miała rozpocząć naukę szycia, ale ponieważ zagubiono wymagany dokument, nie będzie mogła kontynuować w czasie wolnym…Oprócz nauki i pracy, Kacia stara się znaleźć czas na listy.– Poprosiła mnie, żebym przeprosił tych, którym nie może odpowiedzieć od razu, bo teraz jest dużo mniej czasu na pisanie odpowiedzi. To zupełnie nie tak, jak w areszcie śledczym, gdzie można pisać listy od rana do nocy – mówi mąż się też znaleźć czas na czytanie. Więźniarki mają możliwość odwiedzenia biblioteki raz na kilka tygodni. Jak mówi Ihar, dla Kaci przebywanie wśród regałów wypełnionych książkami to odpoczynek, bardzo ją to uspokaja. Ostatnią jej lekturą był drugi tom „Archipelagu Gułag” Sołżenicyna, a w ostatnim liście przysłała cytat z niego, który utkwił jej w mówi mama Daszy, w wolnym czasie dziennikarka również pisze listy, dużo czyta, stara się czymś zająć., chodzi na siłownię i w ogóle stara się prowadzić aktywny tryb życia.– Dasza czasami przysyła mi swoje rysunki, ale nie tak często jak z aresztu śledczego. Ostatnio, kiedy późno w nocy szli z pracy i zobaczyła na niebie piękny księżyc, chciała go narysować i wysłać do mnie – wspomina pani się dzielnieMimo wszystkich trudności, jakie dziennikarki przeszły w tych miesiącach, nie tracą one pani Natalli, Dasza już się oswoiła się z sytuacją. I była bardzo szczęśliwa, że po areszcie śledczym, ciągle przebywała na zamkniętej przestrzeni, zobaczyła niebo i kwiaty.– Tak długi pobyt w areszcie śledczym przez był dla nich bardzo trudny – że córka kocha wolność i nie lubi być od nikogo zależna.– Dlatego bywa, że jest jej tam ciężko. Ale niczego nie żałuje. Za każdym razem, gdy ją o to pytam, zawsze mi mówi: „Mamo, nawet nie próbuj mówić mi czegoś takiego, bo ja szłam, wiedząc po co idę” – pani Natalla przywołuje słowa mówi mama Daszy, w trakcie pobytu w więzieniu dziennikarka nawiązała kontakt z chłopakiem, który stała się dla niej bardzo bliski. Wspierają się wzajemnie i będą się ze sobą komunikować również po wyjściu na również jest w pogodnym nastroju i w dobrej kondycji emocjonalnej i fizycznej. Jak twierdzi Ihar, wierzy ona w swój wybór, wierzy, że pokona wszystkie trudności i będzie mogła godnie przejść dalszą drogę.– Osobiście ogromnie podziwiam Kacię, nieprzerwanie. I często mówię jej w o tym listach, że podziwiam ją za jej odwagę, uczciwość. Jestem z niej niezmiernie dumny – mówi mąż jak wielu więźniom politycznym na Białorusi, naszym koleżankom kilkakrotnie proponowano napisanie prośby o ułaskawienie, ale dziewczyny za każdym razem odmawiały wciąż udowadniając, że są niewinne i zostały skazane że nasze koleżanki Kaciaryna Andrejewa i Daria Czulcowa zostały zatrzymane 15 listopada 2020 roku za prowadzenie relacji na żywo z brutalnego rozproszenia zgromadzonych na akcji upamiętniającej zamordowanego Ramana Bandarenkę, kiedy to służby zniszczyły miejsce pamięci stworzone przez mieszkańców Mińska. Kaciaryna i Daria zostały oskarżone o „organizację i przygotowanie działań rażąco naruszających porządek publiczny” (art. Kodeksu Karnego Białorusi).18 lutego 2021 roku sędzia sądu okręgowego dzielnicy Frunzenski Rajon w Mińsku Natalla Buhuk skazała dziennikarki na dwa lata pozbawienia wolności w kolonii o zaostrzonym ksz/

jak wygląda widzenie w areszcie śledczym